Kazimierz Śliwa in memoriam

sliwa3

Właściwie nie do końca wiadomo, skąd wzięła się nazwa „cichociemni”. Wiemy tylko, iż z czasem tak zaczęto nazywać żołnierzy zrzucanych na spadochronach do okupowanej ojczyzny. Prawdopodobnie jest to proste złożenie słów „cichy” i „ciemny”, co miało oznaczać głębokie zakonspirowanie grupy i ciche wykonywanie zadania oraz wskazywać, iż skoczkowie przedostają się do kraju pod osłoną nocy, bowiem wtedy warunki do zrzutów były najkorzystniejsze. Oczywiście, można się doszukiwać głębszych przesłań nazwy bohaterskich spadochroniarzy, jednakże nie ma to większego sensu. Aby rozprawić się z tematem czysto organizacyjnym i symbolicznym, zająć się jeszcze musimy kwestią znaku spadochronowego, który następnie jednoznacznie wskazywał na oddział, z którego pochodzi dany żołnierz. Zasadniczo prace nad tym zagadnieniem rozpoczęto dość późno, bowiem w połowie 1941 roku, kiedy to operacje cichociemnych były już w toku i wykonano szereg zrzutów. W efekcie pracy graficznej Mariana Walentynowicza powstała piękna odznaka przedstawiająca orła podczas łowów. Miało to wymowę symboliczną, czemu upust dał wyraz gen. Sikorski w rozkazie z dnia 20 czerwca 1941 roku sankcjonującym zaaprobowanie znaku jako oficjalnego dla spadochroniarzy. Dużą zasługę na polu przygotowania i zatwierdzenia Znaku Spadochronowego miał kpt. Kalenkiewicz, który w niedługi czas po tym został zrzucony na terenie okupowanej Polski. Przytoczmy jeszcze fragment pamiętnego rozkazu z dnia 20 czerwca: „[…] Zatwierdzam Znak Spadochronowy w kształcie spadającego do walki orła. […] Chcemy, by orły naszych sztandarów zwycięsko spadały na wroga, zanim spoczną na swej oswobodzonej ziemi. […] Ustalam dwa rodzaje Znaku Spadochronowego: bojowy i zwykły. Bojowy znak spadochronowy różni się od zwykłego tym, że orzeł ma złoty dziób i pazury. […] Na wewnętrznej stronie jest wyryte hasło: „Tobie Ojczyzno” i numer ewidencyjny znaku. […] Prawo noszenia znaku bojowego mają tylko żołnierze, którzy brali udział w bojowej akcji spadochronowej. Prawo do noszenia znaku zwykłego mają żołnierze, posiadający wyszkolenie przewidziane odnośnymi rozkazami dla oddziałów spadochronowych […]„.

W Polsce mówiło się na Cichociemnych ptaszki, zrzutki albo desanty. Między 14 lutego 1941 r. a 28 grudnia 1944 r. w lot do Polski wystartowało ich 316 (Roman Rudkowski, ps.” Rudy, „skakał dwa razy). Przywieźli do Polski w drelichowych pasach prawie 41 mln zł, ponad 26 mln dol. w papierach i złocie i ponad 3,5 mln marek niemieckich. Razem z nimi zrzucono 630 ton sprzętu bojowego. W trakcie lotu lub podczas skoku zginęło 9. W walce zginęło 94 (35 zginęło w więzieniach i obozach koncentracyjnych, 10 zażyło truciznę przed aresztowaniem przez gestapo). Sądy PRL skazały na śmierć 9 [wyroki wykonano !!!!!!!! ] 91 Cichociemnych walczyło w Powstaniu Warszawskim, 18 zginęło. W chwili skoku najstarszy miał 54 lata, najmłodszy „Strażak” 19.

Kazimierz Śliwa rocznik 1925, urodzony w Katowicach jak wielu jego rówieśników biegał za piłką, uganiał się z chłopakami między domami katowickiego krajobrazu. Jak wielu. Jak wielu jego równikom 1 września 1939 podpalił świat i zburzył plany stawiając zupełnie inne cele i zabawy. W 1939 r. Rosjanie wywieźli całą jego rodzinę ze Lwowa aż pod Archangielsk. Potem była wędrówka z Andersem. W lipcu 1942 roku wstąpił do Armii Polskiej w ZSRR, Następnie przez Persję do Afryki, rodzina została w Ugandzie, Kazik popłynął na około kontynentu do Anglii do wojska. Przebył kilkanaście tysięcy kilometrów lądem i morzem, żeby na koniec spaść do Polski prosto z nieba w Wielkiej Brytanii gdzie został przeszkolony w radiotelegrafii. Zaprzysiężony w październiku 1943 roku w Londynie przez Szefa VI Oddziału Sztabu N. W. płk. Protosewicza. Następnie został delegowany do Włoch, gdzie był instruktorem na kursach dla cichociemnych.

W Brindisi mieściła się Polska Baza Przerzutowa Cichociemnych nr 11. Gen Okulicki był jej Komendantem. Wyleciał z niej jako cichociemny do Polski gen. Leopold Okulicki, wyleciał z Brindisi do Polski także Kazimierz Śliwa.

Loty do Polski z Brindisi wykonywała 1586 Polska Eskadra Specjalnego Przeznaczenia. 15 kwietnia 1944 roku rusza pierwszy lot Cichociemnych z Brindisi. W planie zrzutów przydzielony do skoku do Polski w ramach sezon operacyjny VIII 1944 – VII 1945 „ODWET”.W końcu 21/22 IX 1944, w ramach operacji lotniczej Przemek 1 – zrzut sprzętu [m. inn. aparatów nadawczo-odbiorczych ] oraz skoczków spadochronowych „cichociemnych”. Liberator zabrał specjalny ładunek grupę cichociemnych w składzie:

  • dowódca por. naw. Stanisław Kleybor

Ekipa LIX:

  • ppor. Marian Leśkiewicz „Wygoda”
  • płk Przemysław Nakoniecznikoff-Klukowski „Kruk 2″
  • ppor. Zenon Sikorski „Pożar”
  • por. Tadeusz Sokół „Bug 2″
  • mjr Aleksander Stpiczyński „Klara”
  • plut. Kazimierz Śliwa „Strażak 2″

– Nie mam pseudonimu – zwierzył się kolegom w samochodzie wiozącym ich na lotnisko. Wszyscy byli spięci, nie mieli ochoty na rozmowę. – To sobie wymyśl jakiś – poradził któryś. Pseudonim to była ważna rzecz, nadawali go przez radio do placówek w kraju w ślad za spadochroniarzem. – Strażnik! – Kazik starał się przekrzyczeć warkot silnika. Dyspozytor kiwnął głową i zapisał w zeszycie.

Przy wchodzeniu do samolotu Strażnikowi pomagało dwóch ludzi. Chłopak wyglądał jak beczka: ubrany w garnitur, na to battle dress, kombinezon i wielki spadochron. Opięli go drelichowym pasem, w którym upchali 60 tys. dol. Pod tyłkiem miał paczkę z ciepłym ubraniem, bielizną na zmianę i kapeluszem. Pufy rękawów i nogawek wypakował nabojami i czekoladą. Gdy przyszło do wybierania broni, wziął sobie tylko poręcznego colta siódemkę.

Leciało ich wtedy sześciu Cichociemnych. Za każdym kołem zataczanym przez samolot nad miejscem zrzutu skakać miało dwóch. Z czterema poszło gładko, ale piloci chyba zapomnieli o Strażniku i jego parze, bo wzięli kurs z powrotem na lotnisko Campo Casale. – Psiakrew! – darł się dyspozytor przez pokładowy interkom. – Przecież jeszcze dwóch miało iść! – piloci byli zdenerwowani. Liberator zabierał akurat tyle paliwa, żeby wykonać zadanie i wrócić. Nadlecieli jeszcze raz, ale placówka wygasiła już światła sygnalizacyjne. Rozkaz mówił, żeby w takim wypadku wracać do bazy. Zresztą i tak w samolocie brakowało tlenu. Strażnik zasnął w pełnym rynsztunku, pogodzony z myślą, że to jeszcze nie tym razem. Właśnie wtedy potrząsnął nim dyspozytor i wskazał otwartą dziurę w podłodze. Do wnętrza wdzierała się mgła z chmur. – Action station! Go! – ryczał Strażnikowi do ucha. Strażnik skoczył. – Widziałem świecący księżyc i mój samolot, który zawraca – wspominał Kazimierz Śliwa. – I na jakąś mikrosekundę ścisnął mnie straszny żal. Leciałem w niewiadome. 

Na ziemi na niego czekali. Tylko że radiotelegrafista się pomylił – Kazimierz Śliwa skacząc jako Strażnik, wylądował jako Strażak i tak już miało pozostać. Strażak po wylądowaniu miał do wyboru – albo działać w konspiracji na Śląsku, albo zostać w partyzantce. Przystał na Kielecczyźnie do oddziału Szarego. W Polsce, na placówce „Rozmaryn” pod Czaryżem został przyjęty zrzut ludzi i sprzętu. Przyjmował go oddział I baonu 3 pp Leg. pod dowództwem kpt. „Kłosa” [Jerzy Niemcewicz.]

Żołnierze Armii Krajowej po przyjęciu cichociemnych na placówce „Rozmaryn”. Od prawej: cichociemny ppor. Zenon S. Sikorski „Pożar” (z talerzem), cichociemny plut. Kazimierz Śliwa „Strażak”, żołnierz 1 kompanii 4 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej „Tommy” (Anglik, uciekinier z oflagu), Jan Ogrodnik „Jasiu”, Eugeniusz Jakubek „Wacek”, NN, NN, Andrzej Tu działał też chyba najsłynniejszy Cichociemny mjr Jan Piwnik, ps. Ponury).

Żołnierze Armii Krajowej po przyjęciu cichociemnych na placówce „Rozmaryn”. Od prawej: cichociemny ppor. Zenon S. Sikorski „Pożar” (z talerzem), cichociemny plut. Kazimierz Śliwa „Strażak”, żołnierz 1 kompanii 4 Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej „Tommy” (Anglik, uciekinier z oflagu), Jan Ogrodnik „Jasiu”, Eugeniusz Jakubek „Wacek”, NN, NN, Andrzej Tu działał też chyba najsłynniejszy Cichociemny mjr Jan Piwnik, ps. Ponury).

 

Strażak uczestniczył w kilku dużych akcjach. Swoją radiostacją wpędzał partyzantów w przygnębienie, ponieważ za każdym razem, kiedy nadał komunikat do Londynu, musieli zmieniać obozowisko w obawie przez niemieckim namierzaniem. Szary był dowódcą zdecydowanym walczyć o wolność Polski do końca, nawet po oficjalnym zakończeniu wojny. Strażak został z nim. Wpadł na peronie w Skarżysku, trafił do więzienia w Kielcach. Szary podjął brawurową próbę uwolnienia go – napadł na więzienie. – Widziałem go przez okno celi, jak dyryguje ludźmi z dziedzińca – opowiadał Strażak. – Wysadzali w powietrze kolejne drzwi i właśnie kiedy podeszli pod moje, zabrakło im ładunków. – Następnego dnia Strażaka przewieźli do ciężkiego więzienia w Rawiczu. 23 maja 1945 r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Łodzi na posiedzeniu niejawnymi bez udziału prokuratora rozpatrzył jego sprawę:

„Będąc zrzucony we wrześniu 1944 r. z samolotu ze spadochronem w okolicy Jędrzejowa przyłączył się do leśnego oddziału organizacji Armia Krajowa (…) w czasie po wyzwoleniu ziemi Kieleckiej spod Borkowski „Sławek”, Jerzy Kisiel „Ciapa”, Mieczysław Szumilewicz „Mietek”, NN. niemieckiej okupacji (…) kontynuował należenie swe do organizacji pod nazwą Armia Krajowa, to jest do związku mającego na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego.”

Strażak został skazany na śmierć przez rozstrzelanie. W tym samym czasie, na jego prośbę, rodzina wróciła z Afryki. Ojciec wynajął adwokata. Wyrok złagodzono.

Po wojnie na Wykusie.

Po wojnie na Wykusie.

Strażak nigdy nie myślał o wyjeździe za granicę. Przez całe dorosłe życie pracował w biurze projektów w Gdańsku. Kazimierz Śliwa był członkiem założycielem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej i od 1989 do 1997 roku prezesem Zarządu Okręgu Pomorskiego ŚZŻAK. W roku 2008 otrzymał tytuł Honorowego Prezesa Zarządu Okręgu Pomorskiego ŚZŻAK. Został awansowany na stopień kapitana Wojska Polskiego. Za żołnierską służbę otrzymał 1 stycznia 1945 r. Krzyż Virtuti Militari 5 kl. , a legitymację londyńską MON nr 13412 dopiero 3 czerwca 1976 r. Na temat swoich awansów wojskowych tak mówił inż. Kazimierz Śliwa:

„W Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie ze względu na brak wymaganego cenzusu miałem stopień kaprala. Już w Polsce, dnia 11 listopada 1944 roku, byłem awansowany na plutonowego. W roku 1990 ppłk Antoni Heda, będąc w Londynie u Prezydenta Kaczorowskiego, uzyskał dla mnie awans na podporucznika WP ze starszeństwem od 1 stycznia 1964 r. Stopień ten został uznany przez MON. Później byłem jeszcze dwukrotnie awansowany przez MON do stopnia kapitana rezerwy.”

Odznaczenia:

  • Order Virtuti Militari klasy V
  • Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski
  • Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski
  • Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski
  • Krzyż Armii Krajowej
  • Medal Wojska Polskiego
  • brytyjski War Medal
  • brytyjski Defence Medal
  • Złoty Medal Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej
  • Złota Odznaka Zasługi ŚZŻAK
  • Medal „Pro Memoria”
  • Medal „Pro Patria”

W piątek 24 października 2015 roku odszedł na wieczną wartę do Domu Ojca Niebieskiego.

1 maja 2006 r., doroczne spotkanie Cichociemnych w GROM-ie. Od lewej: gen. bryg. w st. spocz. Stefan Bałuk „Starba”, Kazimierz Bernaczyk-Słoński „Rango”, Kazimierz Śliwa „Strażak 2″, Zdzisław Luszowicz „Szakal”, Stefan Przybylik „Gruch”, Antoni Nosek „Kajtuś”, Zdzisław Straszyński „Meteor”.

1 maja 2006 r., doroczne spotkanie Cichociemnych w GROM-ie. Od lewej: gen. bryg. w st. spocz. Stefan Bałuk „Starba”, Kazimierz Bernaczyk-Słoński „Rango”, Kazimierz Śliwa „Strażak 2″, Zdzisław Luszowicz „Szakal”, Stefan Przybylik „Gruch”, Antoni Nosek „Kajtuś”, Zdzisław Straszyński „Meteor”.

 

Źródła:

  1. Historia cichociemnych http://www.sww.w.szu.pl/
  2. Marcin Kołodziejczyk 4 listopada 2009 Polityka Historia „316 ptaszków”
  3. Relacja ś.p. kpt/mjr Kazimierza Śliwy cc. ps. „Strażak 2″
  4. Cezary Chlebowski „Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie”
  5. Alfred Paczkowski „Ankieta Cichociemnego”
  6. Zeszyty Kombatanckie Zeszyt 35 „Śladami Cichociemnych”